blog

Żałoba to maraton a nie sprint [RECENZJA]

After Life
reż. Ricky Gervais
Netflix 2019-2022

Bywa, że wraz z odejściem ukochanej osoby, świat w jednej chwili rozbija się na tysiąc kawałków, których nie sposób złożyć całość. To właśnie sytuacja, w jakiej poznajemy Toma, głównego bohatera serialu After Life, którego żona Lisa umarła na raka. Tom czuje że stracił wszystko –  jest zdruzgotany, chce popełnić samobójstwo, odpycha od siebie ludzi i bez wiary podchodzi do pomysłu, że kiedykolwiek będzie zdolny na nowo dopasować do siebie elementy pogruchotanego świata.

After Life, co sugeruje zawarta w tytule gra słowna, nie fantazjuje o możliwych wymiarach życia pozagrobowego (ang. afterlife pisane łącznie właśnie do tej idei odnosi), ale pyta o to, jakie życie – całkowicie ziemskie i doczesne –  możliwe jest po stracie bliskiej osoby.

After Life to więc przede wszystkim serial o niespiesznym godzeniu się ze stratą ukochanej osoby, swoista medytacja żałoby, choć utrzymana w gatunku czarnej komedii. Smutny i trudny temat przewodni został tu bowiem ciekawie skontrastowany ze światem estetycznie zawieszonym między Monty Pathonem i… Listonoszem Patem. Akcja toczy się w małej miejscowość w Anglii, gdzie ludzie prowadzą spokojne, zwyczajne życie – wszyscy się znają, czytają jedną, lokalną gazetę, spotykają się na festynach i lokalnych przedstawieniach teatralnych. Bohaterowie serialu to istna galeria osobliwości – jest tu bezdomny listonosz, prostytutka, nieudolny szef, narkoman, chory psychoterapeuta, nadopiekuńcza matka. Każdy zmaga się ze swoimi problemami, a ich historie stanowią z początku jedynie kontrastowe, bywa, że groteskowe tło, dla toczącego się na pierwszym planie bolesnego procesu przeżywania żałoby. Z czasem jednak, to właśnie oni – ludzie z najbliższego otoczenia Toma,  stają się dla zgryźliwego i zatopionego we własnym cierpieniu mężczyzny „szalupą ratunkową”. Najważniejsza lekcja, jaką Tom odbiera od życia, jest chyba właśnie tak: ostatecznie liczą się tylko relacje z innymi, życzliwość, troska o innych i dostrzeżenie świata poza samym sobą.

Brzmi być może banalnie, choć akurat takie prawdy, wydaje mi się, warto powtarzać do znudzenia. Ale serial After Life zabiera głos jeszcze w innej, bardzo ważnej sprawie. Wyciąga z szafy chętnie uciszany w dyskursie publicznym temat żałoby, smutku i straty,  a przy tym zgrabnie i mądrze rozwiewa narosłe wokół nich mity.

Po pierwsze, serial zbudowany jest w kontrze do kapitalistycznej machiny, która nie uznaje konieczności przepracowania smutku i straty

Po pierwsze, serial zbudowany jest w kontrze do kapitalistycznej machiny, która nie uznaje konieczności przepracowania smutku i straty. Dlaczego? Przekładając smutek i stratę na język kapitalizmu otrzymujemy w najlepszy razie saldo zerowe, a mówiąc dokładniej obniżające się wyniki sprzedażowe pracownika, dyskomfort w miejscu pracy, spadek produktywności, itd. Dlatego właśnie  zachodnia kultura próbuje ustalić wzorzec, w którym żałoba staje się sprintem do mety – przy czym zarówno „sprint” jak i sama „meta” są tutaj wysoce problematycznymi kwestiami.

O tym, jak wiele złego zrobiła nam kultura, która wypiera żałobę przenikliwie pisał Tomasz Stawiszyński w Uciecze od bezradności. Stawiszyński pokazuje nie tylko szeroki kontekst kulturowy – zjawisko tabuizowania żałoby rozpoczęło się już w połowie XX wieku – ale także konsekwencje ucieczki od żałoby, z jakimi zmagamy się współcześnie. Jedna ze smutnych konstatacji brzmi tak:  utraciliśmy zdolność do wspólnotowego przeżywania żałoby, a uzewnętrznianie rozpaczy po stracie kogoś bliskiego – jak dopowiada Stawiszyński – staje się coraz mniej społecznie akceptowane. Ponadto na przykładzie tzw. „wyjątku żałoby” zdefiniowanego przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, Stawiszyński pokazuje niebezpieczną tendencję do systemowego przyspieszania procesu godzenia się ze stratą. Jeśli w latach 80. naturalny smutek po stracie mógł się utrzymywać równo rok, a pacjent nie był traktowany jako zaburzony, w 1994 roku czas ten skrócono do dwóch miesięcy, a obecnie depresję można diagnozować u pacjenta, u którego smutek utrzymuje się dłużej niż dwa tygodnie!1 Po tym czasie możliwa jest diagnoza psychiatryczna i wdrożenie leków – a tu z pomocą chętnie przychodzi przemysł farmakologiczny wraz z bogatą paletę rozmaitych antydepresantów i „wzmacniaczy”. Chodzi bowiem o ty, by jak najszybciej wziąć się w garść”, „nie siać defetyzmu”, „nie epatować swoim smutkiem”, bo nie dość, że otoczenie nie bardzo wie, jak się zachować, to możliwe, że utraci na tym również pracodawca. I tak właśnie zamiast traktować żałobę jako maraton, często zmuszeni jesteśmy brać udział w szaleńczym biegu, w którym metą jest jakiś wysoce podejrzany „powrót do normalności”.

Po drugie, w After Life udaje się nie tylko zakwestionować żałobny sprint, ale także „metę”, czyli cel żałoby.

Po drugie, w After Life udaje się nie tylko zakwestionować żałobny sprint, ale także, jak pisałam wcześniej „metę”, czyli cel żałoby. Co to oznacza?  Mniej więcej od połowy lat 90. w literaturze naukowej zaczęły pojawiać się badania, które dyskredytują przekonanie (wywiedzione z przede wszystkim z eseju Zygmunta Freuda Żałoba i melancholia), że celem żałoby jest zamknięcie relacji z ukochanym obiektem. Zgodnie z założeniami tzw. teorii kontynuowania więzi (ang. continuing bonds) badacze twierdzą, że utrzymywanie kontaktu ze zmarłym, nawet w dłuższej perspektywie nie musi oznaczać żadnej patologii ani wyparcia. Wspominanie i pamiętanie o zmarłym, ale także dopuszczanie wpływu tej osoby na teraźniejszość to proces, który wydaje się nie kończyć przez całe życie żałobników. Silne emocje oczywiście się wyciszają – przyznają twórcy teorii continuing bonds – a żałobnik z czasem zamiast orientować się jedynie na przeszłość, kieruje się w stronę przyszłości, ale nie oznacza to zamknięcia, lecz negocjowanie i renegocjowanie straty, którą przeżywamy całe życie2. Relacja ze zmarłym niewątpliwie zmienia się w czasie, ale może być kontynuowana bez żadnej daty granicznej.

Żałoba nie ma określonej agendy czy reguł postępowania, niekoniecznie też musi rozwijać się w spsób linearny.

Doskonale ten aspekt uchwycili twórcy serialu. Tom renegocjuje stratę, co nie oznacza wcale, że chce zapomnieć o Lisie. Świetnie ilustruje to scena finałowa. Nie będę oczywiście zdradzać tu żadnych szczegółów, ale podzielę się małym eksperymentem poznawczy, jaki wykonałam. Po obejrzeniu ostatniego odcinka, włączyłam pierwszy i…? I najciekawsze jest to, że pierwszy odcinek może się tu znów wydarzyć i to jest całkowicie w porządku. Żałoba nie ma określonej agendy czy reguł postępowania.  Oczywiście widzimy subtelne zmiany, jakie dokonały się w Tomie, znamy drogę jaką przeszedł, a renegocjowanie straty trwa i będzie trwało – być może do końca życia.  W możliwości zapętlenia tego serialu tkwi jego wielka siła.

Niewątpliwie też After Life wpisuje się w szerszy kulturowy kontekst. Pisarze i twórcy zauważając w ostatnich latach kurczącą się przestrzeń publiczną dla wyrażania smutku i żalu,  starają się wyrwać dla tych przeżyć i doświadczeń choćby skrawek miejsca. Taką tendencję widać zarówno w literaturze polskiej i zagranicznej, by wymienić choćby Ćwiczenia z utraty  Agaty Tuszyńskiej, Umarł mi. Notatnik żałoby Ingi Iwasiów,  Rok magicznego myślenia  Joany Didion, Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcin Wichy czy Plan B Sheryl Sandberg.  „Wypisywanie” żałoby jest próbą obcowania ze stratą, jest próbą zatrzymania pędzącego świata choćby na chwilę i wypowiedzenia własnego bólu.  Na własnych warunkach.

After Life opowiada o stracie i żałobie w czasach, w których kultura i system oducza nas smucić się i trwać w żałobie. I choć brytyjski humor bywa specyficzny (a nawet męczący), Afterl Life pozostaje ważnym i mądrym serialem pokazujący żałobę bez deadlinów, natarczywie samorozwojowych celów czy presji społeczno-kulturowych norm. Chyba tylko bowiem w takich okolicznościach jesteśmy w stanie pozbierać kawałki pogruchotanego świata i złożyć jej w nową całość – co wcale nie oznacza zapomnieć o ukochanej osobie.

PRZYPISY

1. T. Stawiszyński, Ucieczka od bezradności, Znak, Kraków 2021, s. 84.

2. Zob. np. D. Klass, P. Silverman, S. Nickman, Continuing Bonds: New Understandings of Grief, Taylor& Francis, Washington DC, 1996.

Back to list

Related Posts